O miłości w napominaniu

Czytania mszalne z dzisiejszej niedzieli są… trudne, bo nawet jeśli zrozumiemy Boży zamysł, jego realizacja może początkowo nas przerastać.

Czy widzimy cudze grzechy? Oczywiście! Często wyraźniej niż własne. Czy mówimy o nich? No niestety owszem, ale do osób trzecich. Czy potrafimy napomnieć błądzącego brata? Tu pojawiają się schody. Czy wypada, czy to moja sprawa, czy nie usłyszę ostrego słowa albo nie będę wyśmiany…

Bywa, że nawet chętnie mówimy bliźniemu o jego grzechu, ale ile jest w tym troski o człowieka, a ile własnego zranionego egoizmu? Ile rzeczywistej chęci pomocy, a ile potrzeby moralizowania, ile szczerego pragnienia zbawienia dla brata, a ile poczucia wypełnienia obowiązku? W końcu ile jest w tym prawdziwej MIŁOŚCI?

Nikomu nie bądźcie nic dłużni poza wzajemną miłością. Kto bowiem miłuje bliźniego, wypełnił Prawo. Albowiem przykazania: Nie cudzołóż, nie zabijaj, nie kradnij, nie pożądaj, i wszystkie inne – streszczają się w tym nakazie: Miłuj bliźniego swego jak siebie samego. Miłość nie wyrządza zła bliźniemu. Przeto miłość jest doskonałym wypełnieniem Prawa.

(Rz 13, 8-10)

To jest punkt wyjścia, bo miłość to życie i jeśli pragniemy dla bliźniego Życia, musimy słuchać i naśladować Tego, który jest Miłością.

Jezus powiedział do swoich uczniów: Gdy brat twój zgrzeszy [przeciw tobie], idź i upomnij go w cztery oczy. Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata. Jeśli zaś nie usłucha, weź z sobą jeszcze jednego albo dwóch, żeby na słowie dwóch albo trzech świadków oparła się cała sprawa. Jeśli i tych nie usłucha, donieś Kościołowi! A jeśli nawet Kościoła nie usłucha, niech ci będzie jak poganin i celnik!

(Mt 18, 15‐17)

Kościół jest wspólnotą, w której jedni drugich brzemiona powinniśmy nosić, być jednego serca, jednego ducha, w końcu być latoroślami wszczepionymi w Jeden Winny Krzew! We wspólnocie nie ma miejsca na egoizm… Napominając z prawdziwą miłością, chcemy dobra i życia dla brata.

„Poganin i celnik” jest to rodzaj wykluczenia z Kościoła, ale nie odtrącenia! To nadal nasi bliźni, może nawet wymagający więcej troski. Przypomnijmy sobie, ile miłości Jezus im okazywał.

Może trochę przekornie, a może dlatego, że jest mocne, pierwsze czytanie zostawiłam na koniec.

To mówi Pan: Ciebie, o synu człowieczy, wyznaczyłem na stróża domu Izraela po to, byś słysząc z mych ust napomnienia przestrzegał ich w moim imieniu. Jeśli do występnego powiem: Występny musi umrzeć – a ty nic nie mówisz, by występnego sprowadzić z jego drogi – to on umrze z powodu swej przewiny, ale odpowiedzialnością za jego śmierć obarczę ciebie. Jeśli jednak ostrzegłeś występnego, by odstąpił od swojej drogi i zawrócił, on jednak nie odstępuje od swojej drogi, to on umrze z własnej winy, ty zaś ocaliłeś swoją duszę.

(Ez 33, 7‐9)

Pojawia się tu mocno zaakcentowa odpowiedzialność! Nie ma miejsca na obojętność, a już na pewno na Kainowe pytanie: „Czyż jestem stróżem brata mego?”. Jeśli nie będziemy napominać grzeszących w trosce o ich życie, ryzykujemy… własnym!

Miłujmy bliźnich, ale miłujmy też siebie. Napominajmy błądzących, ale też napomnienia przyjmujmy, gdy sami grzeszymy. Jezus swoją Krwią nas wykupił, aby każdy mógł ŻYĆ!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

rfwbs-slide
Przejdź do paska narzędzi