Dłużnik Bożej miłości.

milosc

Czasami w naszym chrześcijańskim życiu nastaje czas gdy wydaje nam się że już dużo wiemy, prawie wszystko, że nie „potrzeba nam słuchania w kościele” głoszonego Słowa. Czasami „zmęczeni” jesteśmy kaznodzieją, wydaje nam się, że idąc do kościoła usłyszymy znowu to samo, kolejne podobne kazanie. Ostatnio mi przydarzyła się taka sytuacja, nabożeństwo w tygodniu, po męczącym dniu pracy, jakaś odczuwalna bólem głowy grypowa gorączka i pastor mówiący chyba po raz kolejny o tym samym: o wierze, o miłości. I nagle słowa docierają do mojego serca. Tyle razy je słyszałem, a teraz „przemówiły” do mnie – MIŁOŚĆ.

Gdy Bóg stanął na naszej drodze życia, większość z nas była zraniona i pokaleczona przez grzech, przez innych, a czasami przez samych siebie. Często musiało minąć sporo czasu aby nasze duchowe, rany zaczęły się goić, aby się zabliźniły. Bóg cierpliwie dozował w naszym życiu Swoją miłość, uczył nas ją przyjmować i dzielić się, poprzez swoje Słowo czy poprzez obdarzanie innych wokół nas.

Często gdy słyszałem słowo <miłość> to gdzieś w zakamarkach mojego serca pojawiało się jakieś poruszenie, rozmyślałem nad nią, czytałem wiele o niej i wydawało mi się, że już wiem, że już rozumiem. Tak – wydawało mi się – że byłem nauczony i przekonany. Już potrafię się podzielić miłością, Bóg nauczył mnie brać ale też i dawać – lecz nie wsłuchałem dokładnie się w Głos Pana w tej sprawie.

Dawałem innym „swoją miłość” – czasem brutalnie, czasem nierozumnie, czasem jak dziecko błąd za błędem. Czasem zamiast leczyć rany – zadawałem kolejne, najbardziej kochałem tych którzy mnie kochali i tych którzy przynajmniej mnie nie ranili.

Niestety – to była miłość niedojrzała w której była dla mnie najważniejsza cząstka – MOJE JA. Takie myślenie i pojmowanie miłości to była beczka miodu i „łyżka dziegciu”. Taka odrobina na którą wielu z nas nie zawsze zwraca uwagę. Takie nic nie znaczące: „moje, mnie, mi, dla mnie”, które potrafimy skrzętnie często głęboko ukryć może nawet nieświadomie.

Gdy inni nas słuchają mówimy: „…kochamy Boga i ludzi, nawróconych i grzeszników”. Umiemy wiele o miłości pisać, celebrować ją, czasami nawet przelać łzy. Często wkładamy wiele wysiłku w to aby ją pokazać innym. Tak to mimo wszystko jest miłość, nie zawsze taka jaką chcielibyśmy mieć i dawać, ale Bóg honoruje to i często wykorzystuje te nasze nieudolne próby aby dotrzeć do innych ludzi.

Ale chciałbym Wam coś napisać o miłości. Coś co zaczęło wyrastać w moim sercu jak roślina z posianego ziarna.Moim zdaniem uważam że Bóg oczekuje od nas miłości bardziej dojrzałej. Pragnie aby każde z Jego dzieci dorastało do pełni Jego Syna i do takiej miłości jaką Pan Jezus Chrystus nam pokazał.

Miłości w której już nie ma tej odrobiny naszego JA, miłości która nie daje bo zbywa ale podzieli się tym co ma.

Miłości która nie patrzy na innych z góry, ale z pokorą jako na wyższych od siebie.

Miłości która nie tylko goi rany ale także usuwa blizny po innych ranach.

Miłości która ukorzenia naszą wiarę do tego stopnia abyśmy umieli WSPÓLNIE pojąć jak wielka i nieograniczona jest miłość naszego Pana Jezusa Chrystusa.

Miłości tak mocno zakorzenionej w Bogu że nic i nikt jej nie zrani ani nie złamie.

„Żeby Chrystus przez wiarę zamieszkał w sercach waszych, a wy, wkorzenieni i ugruntowani w miłości, Zdołali pojąć ze wszystkimi świętymi, jaka jest szerokość i długość, i wysokość, i głębokość, I mogli poznać miłość Chrystusową, która przewyższa wszelkie poznanie, abyście zostali wypełnieni całkowicie pełnią Bożą”. List do Efezjan 3;17-19

Miłości która już nie pyta brata czy siostry co ci potrzeba, ale jak mogę spłacić mój „dług Bożej miłości” wobec Ciebie?

„Będziesz tedy kochał (agapēseis) Pana, Boga swego, z całego serca swego i z całej duszy swojej, i z całej myśli swojej, i z całej siły swojej. A drugie jest to: Będziesz kochał (agapēseis) bliźniego swego jak siebie samego… ”. Ew. Marka 12;30-31

Miłości która już nie mówi o kościele – ja i oni, lecz radośnie umie powiedzieć : KOŚCIÓŁ TO MY.

Uczmy się jej i starajmy się dojrzeć do takiej pełni miłości jaką nasz Pan Jezus oczekuje od nas.

Niech Bóg błogosławi.

2 odpowiedzi do artykułu “Dłużnik Bożej miłości.

  1. Tomasz

    Piękne i głębokie:) Nie dorosłem najzwyczajniej jeszcze do takiego poziomu opisanej miłości, ale moim doświadczeniem jest zmiana. Pan wzywany ciężko nade mną pracuje i może kiedyś zacznie to być widoczne:) Dziękuję Jacku za podzielenie się Światłem. 🙂

  2. Maria

    Wspaniałe dziękczynienie Bogu za Niego –za Miłość…i za siebie…
    Dojście do miłości doskonałej, taką jest dla mnie Miłość, kiedy „ja” nie istnieje już a jest tylko Bóg we mnie i bliźni, tutaj na ziemi wydawała mi się zawsze nieosiągalna… Ta Miłość to „uczucie” a raczej Życie w nas, do którego ciągle tęsknimy… i którego ciągle szukamy… Bez tej Miłości, człowiek nie może być Pełnią… Możliwe to jest wg. mnie w Niebie, kiedy jak napisał św. Paweł w Hymnie o miłości „ Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno; wtedy zaś zobaczymy twarzą w twarz, Teraz poznaję po części , wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany”. Bo Bóg, który jest Miłością „poznał” mnie też jako miłość… bo stworzony zostałem na Jego obraz i podobieństwo…
    Zastanawiam się, mając obraz miłości doskonałej w sobie, czy będąc Pełnią tutaj na ziemi:
    • Potrafiłabym żyć tutaj na ziemi w stanie Sacrum i Profanum.. czy tylko w stanie Sacrum… a co z niezbędnym tutaj Profanum?
    • Czy możliwy jest taki stan stale tutaj na ziemi w niedoskonałym człowieku, który zaszczepioną ma tęsknotę w sobie za czymś nieokreślonym, która posyła go ciągle na poszukiwanie doskonałości… czyli życiu w Bogu?
    • Czy tutaj na ziemi zadaniem człowieka nie jest ciągły rozwój, który może się skończyć dopiero w zjednoczeniu z Bogiem w Niebie, a stan osiągnięcia takiej Miłości na ziemi, to uniemożliwi?
    • Czy stany nasze tutaj na ziemi, bez stałego zatopienia się w Miłości-Bogu, nie potęgują naszej tęsknoty i pragnienia Jej, a więc nie pchają nas dalej i głębiej?
    Można by zadawać jeszcze wiele pytań… i szukać na nie odpowiedzi….
    Myślę jednak, że stan Miłości Doskonałej nie jest możliwy do osiągnięcia przez człowieka tutaj na ziemi… Czy wtedy człowiek nie stawałby się jak Bóg ?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

rfwbs-slide
Przejdź do paska narzędzi